Peeling - Kasyno - wynajem podnośników koszowych - autoczęści bmw - Węglowodany - Tworzywa sztuczne - kredyt - Lokaty - Sukienki wieczorowe - oki - stomatologia estetyczna - praca Wałbrzych - kolonie dla dzieci - myjnie samochodowe - ubranka dla niemowląt

phpbb3 styles | www.google.pl pozycjonowanie seo Drobnoustroje

Kurz

wrzesień 25th, 2008

Jack chciał coś powiedzieć, lecz nie był w stanie wykrztusić słowa. Przyglądając się zawartości cylindra, słyszał tylko szum wentylatorów i walenie własnego pulsu. Teraz zrozumiał powód, dla którego chcieli zachować to w tajemnicy. Zakonserwowany w formalinie okaz wyjaśniał wszystko. Chociaż w trakcie ekstrakcji organizm został uszkodzony, jego podstawowe cechy były całkiem widoczne. Lśniąca płazia skóra. Larwalny ogon. I zarys kręgów ? wcale nie płazich, lecz o wiele bardziej przerażających, ponieważ nietrudno było rozpoznać ich genetyczną przynależność. Przynależność do gromady ssaków. A może nawet do rodzaju ludzkiego. Organizm zaczął upodabniać się do swojego gospodarza. Gdyby pozwolono mu zarazić inne gatunki, ponownie zmieniłby swój wygląd. Zawładnąłby każdym DNA na Ziemi, przybrałby dowolny kształt. W końcu doszedłby do momentu, w którym do reprodukcji i rozwoju nie byłby mu potrzebny żaden gospodarz. Stałby się niezależny i samowystarczalny. Być może nawet inteligentny. A Emma była teraz jego żywym inkubatorem. Jej ciało stało się pożywnym kokonem, w którym dojrzewały jego larwy. Stojąc na betonowej płycie lotniska, Jack poczuł, jak przechodzi go dreszcz. Wojskowy dżip, który odwiózł jego i Gordona do bazy powietrznej White Sands, był już tylko błyszczącym punkcikiem, za którym wlókł się tuman kurzu. Oczy zaszły mu łzami od jasnego blasku słońca i przez moment pustynia zafalowała, jakby znajdował się pod wodą. Obrócił się i spojrzał na Gordona. Tuman kurzu zawirował między nimi, sypiąc im w oczy piaskiem i strzępami papieru. Gordon odwrócił się i spojrzał na T-38, który przyleciał po nich z Houston. Casper Mulholland połykał trzecie opakowanie tumsów, ale jego żołądek nadal przypominał kociołek z wrzącym kwasem. Błyszcząca w oddali Apogee II wyglądała niczym nabój postawiony na sztorc na pustynnym piasku. Jej widok nie wywierał zbyt dużego wrażenia, szczególnie na publiczności. Większość widzów słyszała poruszający ziemię grzmot rakiet NASA, podziwiała olbrzymie strzelające z promu kolumny ognia. Apogee nie przypominała wcale promu. Podobna była raczej do dziecinnej rakiety i kiedy grupka kilkunastu gości wdrapała się na świeżo wzniesione trybuny i spojrzała w stronę wyrzutni, Casper zobaczył na ich twarzach rozczarowanie. Wszyscy pragnęli czegoś dużego. Małe, eleganckie i proste w ogóle ich nie interesowało. Na miejsce podjechał kolejny mikrobus i wysypali się z niego następni goście, osłaniając od razu oczy przed porannym słońcem. Rozpoznał Marka Lucasa i Hashemi Rashada, dwóch biznesmenów, którzy odwiedzili firmę przed trzema tygodniami. Zezując w stronę rakiety, również nie kryli rozczarowania. Będziecie panowie mieli pełny dostęp do stanowiska kontroli naziemnej… to nasz odpowiednik kontroli misji w Houston. Kiedy tylko rakieta wystartuje z wyrzutni, pojedziemy do tego budynku i zobaczycie, jak kierujemy ją na niską orbitę okołoziemską. To prawdziwy test naszego systemu, panie Lucas. Pierwszy lepszy absolwent uczelni technicznej potrafi wystrzelić rakietę. Jednak bezpieczne wyniesienie jej na orbitę, a następnie doprowadzenie w pobliże stacji kosmicznej, to rzecz znacznie bardziej skomplikowana. Dlatego właśnie przyspieszyliśmy pokaz o cztery dni: żeby trafić w odpowiednie okienko startowe dla ISS. I pokazać wam, że nasz system dostosowany jest do kosmicznego rendez-vous. Apogee II jest dokładnie taką rakietą, jaką pragnie kupić NASA.

Bakterie morskie mikrobowe

wrzesień 25th, 2008

Emma nie ma przed sobą kilku tygodni, pomyślał Jack. Gonadotropiny starczy jej tylko na trzy dni. W milczeniu patrzył na klatkę z martwymi szczurami. Na jajeczka lśniące w swoim szlamowatym gnieździe. Gdyby udało się zyskać na czasie…Zyskać na czasie. Nagle dotarło do niego znaczenie tego, co przed chwilą usłyszał od Romana. Roman spuścił wzrok. Roman odwrócił się i zaczął iść w stronę windy. Sapnął zaskoczony, kiedy Jack złapał go za kołnierz i obrócił do siebie. Roman próbował się wyrwać i uciec do windy. Jack złapał go za laboratoryjny fartuch i zacisnął mocniej palce na kołnierzu. Twarz Romana przybrała kolor purpury. Jack puścił go. Pod doktorem ugięły się kolana i osunął się w dół po ścianie. Przez chwilę milczał, siedząc na podłodze i starając się złapać oddech. Kiedy się w końcu odezwał, był w stanie mówić tylko szeptem. Nie mamy pojęcia, w jaki sposób żabie DNA dostało się do genomu! To musiało się stać w laboratorium doktor Koenig. W wyniku jakiegoś błędu. To ona znalazła ten organizm w podmorskim rowie, ona zdała sobie sprawę z tego, czym jest. W SeaScience wiedzieli, że się nim interesujemy. Pozaziemski organizm… nie mogło być inaczej! Departament Obrony zapłacił za wynajęcie KC-135. Wykupiliśmy przestrzeń ładunkową na pokładzie ISS. Ładunek nie mógł zostać wysłany przez wojsko. To sprowokowałoby zbyt wiele pytań, za dużo byłoby komisji kontrolnych. W NASA zastanawialiby się, dlaczego wojsko interesuje się nieszkodliwymi morskimi mikrobami. Ale sektora prywatnego nikt nie pyta o takie rzeczy. Wysłaliśmy to więc jako komercyjny ładunek, sponsorowany przez SeaScience. Z doktor Koenig jako prowadzącą badanie. Roman powoli dźwignął się na nogi. Ta informacja kompletnie zaskoczyła Jacka. Jack przyglądał się przez chwilę Romanowi i doszedł do wniosku, że doktor mówi prawdę. Dlatego NASA nie została wtajemniczona. A prawda nigdy nie miała wyjść na jaw. Zjechali windą niżej, na poziom trzeci. Głębiej w czeluście Hadesu, pomyślał Jack. Ponownie stanęli przed szklaną ścianą, za którą krzątali się ludzie odziani w kosmiczne kombinezony. Roman nacisnął guzik interkomu. Jedna z laborantek skinęła głową. Podeszła do stalowych drzwi sejfu, otworzyła masywny szyfrowy zamek i zniknęła w środku. Po chwili pojawiła się z powrotem, pchając przed sobą wózek ze stalowym kontenerem na tacy. Podjechała z nim pod szybę. Roman skinął głową. Laborantka otworzyła kontener, po czym wyjęła z niego pleksiglasowy cylinder i postawiła go na tacy. Zawartość pływała w formalinie.

Dojrzewanie

wrzesień 25th, 2008

Wzrok Jacka pobiegł ku klatce trzeciego dnia. Wszystkie szczury miały drgawki i wierzgały łapkami, jakby bez przerwy były poddawane elektrowstrząsom. Trzeciego dnia larwy zaczynają szybko dojrzewać. W wyniku samego wzrostu swojej masy zajmują miejsce materii mózgowej i kompletnie zakłócają funkcje neurologiczne gospodarza. A czwartego dnia… Spojrzeli na czwartą klatkę. Wszystkie szczury z wyjątkiem jednego były martwe. Ich ciała nie zostały usunięte; leżały z zesztywniałymi łapkami i rozwartymi pyszczkami. Do obejrzenia mieli jeszcze trzy klatki; pozostawiono w nich martwe szczury, by obserwować proces rozkładu. Piątego dnia ciała zaczynały puchnąć. Szóstego dnia brzuchy wzdymały się jeszcze bardziej, a skóra na nich napinała się jak bęben. Lepka ciecz sączyła się z otwartych oczu i lśniła na nozdrzach. A siódmego dnia… Jack zatrzymał się przy szybie, z wzrokiem utkwionym w siódmej klatce. Leżące w niej popękane ciała przypominały balony, z których spuszczono powietrze. Z otwartych ran wyzierała czarna miazga rozpuszczonych organów. Do pyszczka jednego ze szczurów przyczepiona była galaretowata masa składająca się z nieprzezroczystych kulek. Kulki drżały. Kokony. W tym stadium wszystkie jamy ciała są nimi zapchane. Rozwijają się w zaskakującym tempie, żywiąc się tkanką gospodarza, trawiąc jego mięśnie i organy. Zna pan cykl życiowy pasożytniczych os? zapytał. Jack potrząsnął głową. Dorosła osa wstrzykuje swoje jajeczka żywej gąsienicy. Larwa dojrzewa, karmiąc się hemolimfą swojego gospodarza. Przez cały ten czas gąsienica żyje. Jest inkubatorem obcej formy życia, która zjadają od środka aż do momentu, gdy larwa wydobywa się w końcu z martwej gąsienicy. ? Roman spojrzał na martwe szczury. Te larwy również rozmnażają się i rozwijają wewnątrz żywej ofiary. I to właśnie w końcu ją zabija. Wszystkie te larwy gnieżdżą się w czaszce. Podgryzają płaty szarej substancji. Niszczą naczynia włosowate, powodując krwawienie wewnątrzczaszkowe. Ciśnienie rośnie. Naczynia krwionośne w oczach pękają. Ofiara doświadcza oślepiającego bólu głowy i poczucia dezorientacji. Zatacza się jak pijana. W ciągu trzech albo czterech dni umiera. A ten organizm nadal żywi się jej ciałem. Atakuje jej DNA. Używa tego DNA, żeby przyspieszyć własną ewolucję.

Pięta achillesowa

wrzesień 25th, 2008

Emma przez chwilę milczała, analizując tę informację. Pięta achillesowa, pomyślała. Znalazłam ją. Włączając DNA żaby leopardowej do swojego genomu, chimera stała się po części płazem. I stała się podatna na atakujące płazy choroby. Czy można w jakiś sposób uzyskać żywe próbki któregoś z tych ranawirusów? zapytała i wypróbować je przeciwko chimerze? Doktor Wang przez chwilę milczał. Drogą toczyły się suche krzaki niesione przez wiatr wraz z tumanem kłującego piasku. Jack i Gordon minęli wartownię i druty pod wysokim napięciem i podjechali pod obskurny wojskowy gmach. Wysiedli z pojazdu i mrużąc oczy, spojrzeli na niebo. Zasłonięte chmurą pyłu słońce miało przydymiony pomarańczowy kolor, który normalnie przybiera o zachodzie, a nie w południe. Przed odlotem z Ellington zdołali się przespać tylko kilka godzin i oczy piekły Jacka od dziennego światła. Ruszyli za żołnierzem do budynku. Przyjęto ich w inny sposób niż za pierwszej bytności Jacka. Tym razem eskortujący żołnierz był grzeczny i pełen szacunku. Tym razem doktor Isaac Roman czekał na nich przy wejściu. Jednak podobnie jak poprzednio nie wydawał się szczególnie uszczęśliwiony ich przyjazdem. Drzwi windy otworzyły się i zobaczyli przed sobą szklaną ścianę. Jack podszedł do niej i przyjrzał się znajdującemu się za szybą laboratorium. Kilkunastu pracowników miało na sobie ochronne kombinezony. W klatkach siedziały małpy szerokonose i psy. Blisko szyby stały szklane zagrody dla szczurów. Roman wskazał jedną z nich. W klatce z tabliczką ?Dzień 1? sześć szczurów sprawiało wrażenie zdrowych i z wigorem obracało swoje młynki. W klatce oznaczonej napisem ?Dzień 2? widać było pierwsze objawy choroby. Dwa z sześciu szczurów miało drgawki i oczy podbiegłe jasną krwią. Pozostała czwórka skupiła się razem i wydawała się pogrążona w letargu. Pierwsze dwa dni powiedział Roman ? stanowią stadium reprodukcyjne chimery. Rozumie pan, to coś zupełnie odwrotnego niż proces, jaki obserwujemy na Ziemi. Na ogół forma życia musi osiągnąć dojrzałość, zanim zacznie się rozmnażać. Chimera najpierw się reprodukuje, a potem zaczyna dojrzewać. Dzieli się w błyskawicznym tempie, wytwarzając do stu kopii samej siebie w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. Na początku są mikroskopijnych rozmiarów… niewidoczne gołym okiem. Dość małe, by można było zarazić się nimi drogą oddechową albo przez błonę śluzową, nie wiedząc nawet, że miało się z nimi styczność.

“Błękitna czerwień”?

wrzesień 25th, 2008

Trzymając jeden koniec staży w zębach, Emma zacisnęła ją mocno i żyły jej lewego ramienia uwypukliły się niczym błękitne czerwie pod bladą skórą. Przetarła żyłę odłokciową alkoholem, skrzywiła się, wbijając igłę, i niczym ćpun niemogący się doczekać działki, wstrzyknęła całą zawartość strzykawki, rozluźniając jednocześnie stopniowo zacisk. Kiedy skończyła, zamknęła oczy i dryfując w powietrzu, wyobraziła sobie molekuły gonadotropiny kosmówkowej, które szybują jak małe gwiazdy nadziei jej żyłami, wpływają do serca i płuc, wędrują tętnicami i naczyniami włoskowatymi. Wyobraziła sobie, że już teraz odczuwa efekty zastrzyku, że ustępuje ból głowy i przygasa ogień trawiącej ją gorączki. Zostały jeszcze trzy dawki. Trzy kolejne dni. Wyobraziła sobie, że unosi się nad własnym ciałem i widzi samą siebie z pewnej odległości, skurczoną w trumnie niczym pożyłkowany płód. Z jej ust wypływa bąbel śluzu i pęka, rozpadając się na jasne, podobne do larw nitki. Nagle otworzyła oczy i uświadomiła sobie, że spała. I wszystko to jej się śniło. Koszulkę miała mokrą od potu. To był dobry znak. Oznaczał, że gorączka się zmniejsza. pomasowała skronie, próbując pozbyć się sennych wizji, ale nie udało jej się: rzeczywistość i koszmar zmieszały się w jedno. Zdjęła przepoconą koszulkę i założyła świeżą, z szafki Diany. Mimo złych snów krótka drzemka odświeżyła ją; odzyskała nadzieję i znowu gotowa była szukać nowych rozwiązań. Popłynęła do laboratorium amerykańskiego i zaczęła przeglądać pliki dotyczące chimery. Todd Cutler poinformował ją już, że to pozaziemski organizm, i wszystko, co wiedziała obecnie NASA na temat tej formy życia, zostało przesłane do jej pokładowych komputerów. Czytała teraz te dane w nadziei, że coś ją zainspiruje, że wymyśli rzecz, która nie przyszła dotąd do głowy nikomu. Jednak wszystko, co widziała, było irytująco znajome. Otworzyła plik z genomem. Na ekranie pojawiła się sekwencja nukleotydów z niekończącym się łańcuchem A, C, T i G. Miała przed sobą kod genetyczny chimery… w każdym razie jego fragmenty. Te, które USAMRIID uznał za stosowne ujawnić Agencji. Patrzyła jak zahipnotyzowana na maszerujące po ekranie linijki kodu. To była esencja dojrzewającego w niej obcego życia. Klucz do przeciwnika. Gdyby tylko wiedziała, jak go użyć. Jak użyć tego klucza. Nagle przypomniała sobie to, co Jack powiedział wcześniej o hormonach. Żeby hormon zadziałał, musi związać się z określonym receptorem komórki. Jest niczym klucz, który szuka pasującego zamka. Dlaczego występujący u ssaków hormon, gonadotropina kosmówkowa, hamuje reprodukcję obcej formy życia? Dlaczego pozaziemski organizm, tak obcy wszystkiemu, co istnieje na Ziemi, ma zamki, do których najwyraźniej pasują nasze klucze? Na ekranie sekwencja nukleotydów dotoczyła się do końca. Patrząc na migający kursor, myślała o zrodzonych na Ziemi gatunkach, których DNA zostało zawłaszczone przez chimerę. Uzyskując nowe geny, ta obca forma życia, stawała się po części człowiekiem, po części myszą i po części płazem. Połączyła się z Houston.